Sylwetki polskich zapaśników i zapaśniczek, kandydatów do startu na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 2012 roku
Jako pierwszego przedstawiamy Łukasza Banaka, który na Mistrzostwach Świata w Istambule w 2011 roku zajął 5. miejsce w zapasach w stylu klasycznym w kategorii 120kg. Wynik ten dał nam kwalifikację olimpijską w tej wadze. Jeżeli Łukasz będzie zdrowy, ma ogromną szansę startu na igrzyskach w Londynie. W ramach podziękowań za zdobycie kwalifikacji olimpijskiej prezentujemy sylwetkę Łukasza. Poniżej krótka Sylwetka Łukasza, wywiad oraz galeria zdjęć z MŚ w Istambule.

Łukasz Banak
Urodzony 4 września 1983 roku
Zawodnik stylu klasycznego kategoria 120 kg. Walczy w klubie WKS Śląsk Wrocław
Największe sukcesy
Mistrzostwa Świata – V – 2011, VIII – 2010
Światowe Igrzyska Armii – III – 2007
Mistrzostwa Świata Armii CIMS – I – 2010, II – 2006
Mistrzostwa Polski Seniorów – I – 2007, 2009
Zapraszamy również na wywiad z Łukaszem, który ukazał się w magazynie Zapaśnik. Z Łukaszem Banakiem (WKS Śląsk Wrocław) rozmawiał Wojciech Poślad
„Mogę wygrać z każdym!”
- Łukasz, osiągnąłeś kwalifikację na Londyn, jako jeden z dwóch zapaśników, masz już za sobą duże sukcesy, wiele medali Mistrzostw Polski i turniejów zagranicznych, ciekaw jestem jak zaczęła się Twoja historia z zapasami?
- Mam wujka zapaśnika (Marek Kraszewski – WP) i od tego się zaczęło. Po prostu poszło po rodzinie. Jestem z Trzciela na Ziemi Lubuskiej i w Trzcielu można było uprawiać albo piłkę nożną albo zapasy. Ja do piłki się nie nadaję, poszedłem na zapasy. Wujek Marek trenował, miał osiągnięcia, to czemu miałem nie spróbować? Poszedłem raz i tak już zostałem. Później przeszedłem do WKS Śląsk do Wrocławia w 2000 roku i do tej pory jest to mój klub.
- Ile miałeś lat, jak zacząłeś trenować?
- W 1994, czyli mając 10 lat.
- Miałeś kiedyś wątpliwości, odnośnie wyboru zapasów jako dyscypliny? Czy nie myślałeś nigdy o innej?
- Wiadomo, wątpliwości zawsze były, ale nie, że źle wybrałem. Jak już wybrałem zapasy, to zostałem. I teraz wiem, że był to strzał w dziesiątkę, bo czuję, że w tej dyscyplinie jestem ponadprzeciętny i stać mnie na wiele.
- A gdyby nie zapasy, to kim byś był dzisiaj? Gdyby nie wujek w Trzcielu, to w jakim kierunku byś poszedł?
- Oj, nie myślałem o tym. Zawsze jakoś zapasy były w moim życiu bardzo ważne.
- Twoja kariera od 1994 roku do dzisiaj to kilkanaście lat ciężkiej pracy pod okiem wielu trenerów. Czy utkwiły Ci w pamięci osoby, szkoleniowcy, którzy odcisnęli największe piętno i ukierunkowały Cię?
- Największy wpływ miał Marek Kraszewski, zawsze był i jest do dzisiaj moim osobistym doradcą i trenerem zapaśniczym. Ma ogromną wiedzę teoretyczną i praktyczną, i wielki dar jej przekazywania. Jeśli mam jakiekolwiek wątpliwości i coś mi nie wychodzi, zawsze idę do niego i z nim korygujemy, ćwiczymy i doskonalimy dany wariant, różne elementy walki.
- Obecnie twoim klubowym trenerem jest Józef Tracz, jedyny polski zapaśnik, który wywalczył aż trzy medale na Igrzyskach Olimpijskich. Jakie elementy swoich umiejętności poprawiłeś najbardziej pod jego kierunkiem?
- Jest to doskonały trener, który potrafi pokazać, objaśnić i indywidualnie podejść do każdego zawodnika. Szczególnie dużo przejąłem od niego, jeśli chodzi o walkę w stójce zapaśniczej, w której był mistrzem.
- Twoje dotychczasowe sukcesy na matach Polski i świata świadczą o tym, że jesteś zawodnikiem kompletnym i wybitnym. Czy masz jakiś sportowy sukces, który cenisz najwyżej?
- Na pewno najbardziej utkwiło mi w pamięci piąte miejsce na Mistrzostwach Świata w Stambule w 2011, które dało mi kwalifikację na Londyn, ale często wracam myślami do mojej pierwszej wygranej z Markiem Mikulskim z Legii Warszawa na Mistrzostwach Polski w Janowie Lubelskim trzy lata temu. To była pierwsza walka, którą z nim wygrałem i zdobyłem tytuł mistrza Polski seniorów.
- Czy masz na swoim koncie porażki, które do dzisiaj wspominasz i do dzisiaj Cię bolą, jeśli chodzi o kwestie sportowe, bo porażek życiowych, o ile wiem, dotychczas nie miałeś?
- Tak, zgadza się. Nie przypominam sobie żadnego zdarzenia w moim życiu poza sportowym, które uznałbym za porażkę. W sporcie natomiast nie mogę sobie podarować przegranej walki z Irańczykiem (Babajanzadeh – WP) o brązowy medal na ostatnich MŚ w Stambule. Zła pozycja w stójce kosztowała mnie dwa wypchnięcia za zonę. Uważam tą walkę za przegraną po szkolnych błędach. Ale takie porażki najbardziej uczą. I czasem trzeba je ponieść, żeby się nigdy więcej nie powtórzyły.
- Co wnoszą do Twojej kariery sukcesy, a co porażki?
- Porażki bardziej mnie uczą niż sukcesy. Po przegranych walkach wyciągam wnioski, analizuję błędy, to mnie dodatkowo motywuje do doskonalenia się. Kiedy jest się wysoko, to czasem trzeba spaść na dno, żeby móc znowu odbić się i wygrywać. Innymi słowy przydaje się czasami zimny prysznic, żeby nie spoczywać na laurach.
- Czy masz jakiś autorytet lub wzór, który przyświeca Ci w życiu prywatnym lub sportowym?
- Moim największym autorytetem zapaśniczym jest Marek Kraszewski. To jest dla mnie człowiek, na którym się nigdy nie zawiodłem, wybitny zapaśnik i mój osobisty szkoleniowiec.
- Jaki jest Twój sportowy cel i jak oceniasz swoje możliwości, z uwzględnieniem konkurencji w Polsce i na świecie?
- Moim sportowym celem jest aktualnie medal olimpijski w Londynie. Jeśli chodzi o rywalizację w Polsce czuję się spokojnie – rywala, który stanowiłby dla mnie zagrożenie na razie nie widzę.
- A Kamil Błoński czy Mateusz Fafiński, czyli zawodnicy młodej generacji? Widać, że próbują ambitnie włączyć się do rywalizacji z Tobą.
- Błoński i Fafiński są młodymi i ambitnymi zawodnikami, ale jeszcze im trochę brakuje. Za parę lat z pewnością będą stanowić dla mnie liczącą się konkurencję.
- Jakie są Twoje oczekiwania, jeśli chodzi o zbliżające się Igrzyska Olimpijskie w Londynie?
- Nie da się ukryć, że jak każdy ambitny sportowiec, chciałbym wywalczyć tam medal. Najlepiej złoty. Ale różnie może być, bo to jest tylko sport. Stać mnie na medal, bo wiem, że po odpowiednim przygotowaniu i przy optymalnej dyspozycji mogę wygrać z każdym na świecie. Jednak zdaję sobie sprawę, że medale w każdej kategorii wagowej będą tylko cztery, a chętnych do ich zdobycia po dziewiętnastu zawodników. Nie moim zadaniem jest ocena szans medalowych. Ja chcę się należycie przygotować, a na turnieju olimpijskim dać z siebie wszystko. Na ile to wystarczy, zobaczymy.
- Według opinii specjalistów jesteś poważnym kandydatem do medalu w Londynie i każdy zawodnik tam startujący znajduje się w Twoim zasięgu.
- Tak, zgadza się, lecz ostatecznie może zadecydować dyspozycja w danym dniu czy nawet w danej chwili. Nie obawiam się nikogo, ale nigdy nie wiadomo, czy uda się trafić ze szczytem formy akurat na dzień turnieju. Będę robił wszystko, żeby przygotować się do tego jak najlepiej. Jak będzie zdrowie, to będzie wszystko.
- Czy nie obawiasz się trudnego losowania, które czasem decyduje o końcowych rozstrzygnięciach? Czy są zapaśnicy, których wolałbyś ominąć w turniejowej drabince?
- Nie obawiam się nikogo, jak będzie forma i zdrowie, to wygrać mogę z każdym. W mojej ocenie najgroźniejszym rywalem jest obecnie Kubańczyk Lopez Nunez. Walczyłem z nim dwukrotnie na Mistrzostwach Świata, jest liderem na wielu sportowych imprezach, ale wiem, że on też ma plecy, jak mówi znane zapaśnicze porzekadło. Jak na niego trafię, będzie ciężko, ale dam z siebie wszystko, żeby wygrać. Wiadomo, że w losowaniu chciałoby się trafić na nieznanych zawodników z egzotycznych krajów, ale moje dotychczasowe walki nauczyły mnie szacunku i respektu dla każdego przeciwnika i wiem, że nigdy nie należy lekceważyć nikogo.
- Jakie cechy wg Ciebie powinien posiadać dobry zapaśnik? Czy wystarczy tylko pracowitość, czy jeszcze coś trzeba mieć do tego?
- Do każdej dziedziny trzeba mieć predyspozycje, więc i do zapasów też trzeba się urodzić, dlatego trzeba mieć to „coś”, co umożliwia osiągnięcie sukcesu na skalę światową. Do tego należy dołożyć jeszcze ciężką pracę, którą dochodzi się do umiejętności. Umiejętności i talent to dwa czynniki decydujące o sukcesie. Wielu chłopaków trenuje ciężko, lecz nie dochodzą do dużych sukcesów, a niektórzy bez dużego nakładu pracy mają wyniki. Przykładem utalentowanych wojowników zapaśniczych są ludzie z krajów rejonu gór Kaukaz, takich jak np. Armenia, Azerbejdżan, Uzbekistan, Turcja, Gruzja. Walkę mają w genach i pomimo braku komfortowych warunków do treningu, nadrabiają charakterem, dzięki temu wygrywają. Oni wychodząc do walki, idą jak na wojnę. Pod tym względem należy brać z nich wzór.
- Jaka jest wg Ciebie różnica między zapasami w Polsce a zagranicą? Jakie modyfikacje wprowadziłbyś do treningu zapaśniczego, żeby ten stał się bardziej efektywny?
- Każdy trener ma swoją wizję treningu, zawodnicy dostosowują się do tego. Nie uważam, żeby w Polsce były potrzebne modyfikacje treningów. Przy obecnej obsadzie kadry trenerskiej w Polsce uważam, że rzetelna praca pod ich kierunkiem powinna przynosić efekty. Jeżeli mówimy o wprowadzeniu zmian, to przychodzi mi do głowy bardziej zindywidualizowany trening. Obecnie daje się to zauważyć na obozach. Niektóre kraje mają zdecydowanie lepsze wyniki od Polski, co wynika m.in. z dużej liczby zawodników, np. w Rosji na zgrupowaniu kadry jest ok. 60 zawodników, co daje prawie ośmiu na każdą kategorię wagową, a w Polsce jest dwóch, trzech i to jest wszystko.
- Są jakieś słabe strony bycia sportowcem? Dwieście dni w roku jesteś poza domem, w czym zatem koliduje sport wyczynowy?
- Czasem koliduje to z życiem rodzinnym, ale można sobie to jakoś ułożyć. I tak jest w moim przypadku, gdzie żona Kamila rozumie i wspiera moje wysiłki sportowe.
- Czy uważasz, że zawodnik powinien być wyspecjalizowany i posiadać koronne chwyty czy rzuty, czy raczej powinien być wszechstronny?
- Każdy dobry zawodnik ma swoją „koronkę”. To się na pewno nie zmieni, jest to koronny chwyt lub rzut, który w trudnej sytuacji potrafi zaważyć na zwycięstwie. Jest tak perfekcyjnie dopracowany, że nawet gdy jest powszechnie znany, to wszyscy na to lecą. Jak np. Karelin miał odwrotny pas, Lipień – wywrotkę itd.
- Czy Ty masz swoją „koronkę”?
- Mam swoją „koronkę”, ale nie chcę mówić o tym.
- Czy masz jakieś nietypowe akcje lub rzuty, które będziesz chciał wykorzystać na igrzyskach lub przygotowujesz takowe?
- Pracuję nad tym, ale ze zrozumiałych względów na pewno nikomu tego nie zdradzę.
- Jako doświadczony zapaśnik, jakich rad mógłbyś udzielić młodym zawodnikom?
- Mam jedną wskazówkę – ciężka praca i nic więcej. Bez ciężkiej pracy nic się w zapasach nie osiągnie. Sukces przyjdzie pod warunkiem, że będzie to praca pod okiem dobrego trenera, a zawodnik będzie faktycznie utalentowany.
- Masz bardzo dobre warunki fizyczne, ledwo „mieścisz” się na swojej kategorii wagowej do 120 kg. Czy są jakieś sekrety w Twojej diecie?
- Nie przykładam zbytnio do tego uwagi. Nie patrzę na ilość kalorii w danym posiłku. Jem to, na co mam ochotę, zachowując przy tym umiar.
- W zapasach klasycznych od 15 lat nie zdobyliśmy medalu na Igrzyskach Olimpijskich. Czy masz receptę na wyjście polskich zapasów z dołka?
- Myślę, że wychodzimy z tego dołka, ale trudno mi jest powiedzieć cokolwiek na ten temat. Stara generacja mistrzów z Atlanty zeszła ze sceny, ale teraz nadchodzi nowa. Mamy już kilku młodych i utalentowanych zawodników, którzy widoczni są już na arenie międzynarodowej, np. Damian Janikowski czy Dawid Kareciński. Żeby tylko młodzież bardziej chciała garnąć się do zapasów.
- Jaki element w walce zapaśniczej uważasz za najważniejszy i nad czym aktualnie pracujesz?
- Przy obecnych przepisach bardzo ważny jest parter, bo w stójce, nawet słaby zawodnik potrafi się przyblokować i wszystko rozstrzyga się w parterze. Stójka też jest ważna, bo przy dobrej pracy rąk można umęczyć przeciwnika tak, że w parterze już nic nie będzie w stanie zrobić. W sumie ważne jest wszystko. Nie ma rzeczy najważniejszej. Trzeba wiedzieć, kiedy sobie odpuścić, a kiedy dołożyć, ważna jest taktyka walki. Wychodząc do walki, można mieć już w głowie całą taktykę, ale i tak walczy się tak jak przeciwnik pozwala.
- Niektórzy twierdzą, że sport wyczynowy zabiera zdrowie. Jakie Ty masz zdanie na ten temat?
- Nie zgadzam się. Jeśli chodzi o urazowość, to można sobie złamać nogę nawet idąc ulicą. Sport więcej daje niż zabiera tego zdrowia. Wiadomo, że są różne okresy przygotowań, np. Giżycko jest bardzo ciężkim obozem. Tam pracujemy na bardzo wysokich obrotach, czasem na granicy wydolności, ale tydzień po obozie człowiek czuje się trzy razy lepiej.
- Jak oceniasz medalowe szanse Polski na igrzyskach w Londynie, patrząc na stan zapasów?
- W sporcie trudno jest prognozować wynik, ale są szanse medalowe. Jak będzie, zobaczymy już za kilka miesięcy.
- Czy masz jakieś zainteresowania poza sportowe?
- Raczej koncentruję się na zapasach. One są dla mnie teraz prawie wszystkim. W wolnych chwilach lubię spacery.
- Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Tobie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie.
- Nie dziękuję i obiecuję, że postaram się dać z siebie wszystko. Na ile to wystarczy, zobaczymy. Wyjdę do walki i zawalczę, a co będzie, to się okaże. Nie ma co podchodzić do tego, że „ja muszę!”, bo wtedy zazwyczaj się nie udaje.
- Dziękuję za rozmowę.
Redakcja magazynu Zapaśnik składa wyrazy podziękowania znanemu i cenionemu z miłej atmosfery, wspierającemu polski sport hotelowi HP Park Plaza we Wrocławiu, w którym Wojciech Poślad przeprowadził rozmowę z Łukaszem Banakiem.





































.gif)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)







.jpg)









